Ariana | WS | Blogger | X X

2 wrz 2016

Rozdział V

Teri aankhon ki namkeen mastiyaan

Słone przyjemności twoich oczu


Razem z dziewczynami zwiedzaliśmy Amritsar, ale nie udało nam się dotrzeć w rejony raczej nie przeznaczone dla turystów. Punjab niestety słynie też z alkoholu i przemytu narkotyków, co skutkuje powstawaniem wielu podejrzanych miejsc. W jednym z takich właśnie wylądował Diljit. Bar mieszczący się w piwnicy miał niezbyt dobrą opinię, wśród bywalców można było spotkać wielu typów spod ciemnej gwiazdy. Alkohol jednak był tani, a dla tych, którzy szukali innych wrażeń, barman trzymał coś specjalnego w sejfie na zapleczu. Zapewniam, że jesteście całkiem bezpieczni. Dla wszystkich znajdzie się patiala peg krajowego alkoholu. Rozgośćcie się i słuchajcie.

~*~

Mężczyźni weszli do środka i skierowali się od razu do baru. Usiedli na wysokich stołkach i zamówili. Gdy stały już przed nimi pełne szklanki, Kewal postanowił wreszcie się odezwać.
– Co się z tobą dzieje, yaar? Odkąd wróciłeś wczoraj praktycznie nic nie mówisz. Nie zrobiłeś nawet żadnego z tych twoich głupich dowcipów. W domu wszystko w porządku? – spytał zatroskany.
– Tak… Tylko… – westchnął Diljit nie wiedząc czy powinien zwierzać się przyjacielowi. – Wszystko w porządku – dokończył niezbyt wiarygodnie. Uznał, że Kewal nie zrozumie, a sam nie chciał się ośmieszać.
– Dziewczyna? – wypalił po chwili namysłu. – Jak ma na imię?
– Nie wiem – odrzekł nieświadomie. – Nie ma żadnej dziewczyny! – poprawił się natychmiast.
– Sam przed chwilą powiedziałeś, że nie wiesz jak ma na imię. Czyli jednak jest! Wykręcasz się! – Wskazał na niego oskarżycielsko. – Opowiadaj – nakazał.
– No dobra, jest… - Westchnął zrezygnowany. – Ale co z tego? Nawet nie wiem jak się nazywa.
– Może trzeba było spytać? – Kewal uśmiechnął się trochę złośliwie.
– Następnym razem ty będziesz próbował podrywać laski w gurudwarze – żachnął się. – Śniła mi się dzień wcześniej… A potem zobaczyłem ją, jak rozdawała jedzenie w Harmandir Sahib. Nie wiedziałem co mam robić. Próbowałem zagadać, ale ktoś ją zawołał i zniknęła. Szukałem wszędzie.
– Ładna chociaż? Jest na co popatrzeć? – Wskazał na klatkę piersiową i uśmiechnął się wymownie.
– Trochę szacunku! – Uderzył przyjaciela w ramię. – To będzie kiedyś twoja bhabhi*!
– No… Bracie, wpadłeś po uszy przyjacielu! – Poklepał go po plecach ze śmiechem. – Jak zamierzasz ją znaleźć?
– Nie mam pojęcia… – westchnął Diljit opróżniając swoją szklankę. – Jutro zadzwonię do domu i powiem, że wracam później. Mogę u ciebie zostać jeszcze trochę?
– Jasne. Tylko jak już znajdziesz bhabhi to idźcie do hotelu. Jak właściciel mieszkania się dowie, że sprowadzam panienki to mnie wyrzuci.
Diljitowi zdecydowanie nie spodobał się ten komentarz. Ramię Kewala boleśnie to odczuło, więc ten uznał, że nie warto więcej żartować z ukochanej przyjaciela. Rozmowa zeszła na ich wspólnych znajomych, a potem na czasy, gdy chodzili razem do szkoły. Barman pilnował, żeby ich szklanki nie stały puste, nawet nie zauważyli kiedy wieczór zamienił się w noc. Obydwóm urwał się film, nie pamiętali jak dostali się z powrotem do domu.
Sardaarji obudził się rano, gdy słońce było już wysoko. W ustach miał pustynię, a w skroniach pulsował ból. Z na wpół przymkniętymi oczyma powlókł się do kuchni. Wyciągnął z lodówki butelkę wody, a w apteczce znalazł środki przeciwbólowe. Wrócił do pokoju i zaciągnął zasłony, by słońce nie raziło go w oczy. Uznał, że i tak nic nie zrobi, więc położył się z powrotem i, przytulając zimną butelkę, ponownie zasnął. Jednak jego podświadomość  najwyraźniej nie miała ochoty odpoczywać…

~*~

Stał na zupełnie pustej drodze. Wokół były jedynie pola, jak okiem sięgnąć żadnego człowieka. Na poboczu stał betonowy słup, z którego smutno zwisała metalowa tabliczka, wyznaczał przystanek autobusowy. Słońce powoli chyliło się ku zachodowi, wszystko zdawało się lekko pomarańczowe. W idealną ciszę wdarł się odgłos silnika. Diljit obrócił się w prawo i zauważył nadjeżdżający autobus. Machał i krzyczał, ale autobus przejechał obok niego nawet nie zwalniając. Mężczyzna zaczął biec, czuł, że musi wsiąść, że w środku jest ktoś, z kim musi porozmawiać. Pojazd zwolnił i w tym momencie przez tylną szybę zobaczył dziewczynę. To była ona!
– Hej! Zatrzymaj się! Czekaj! – krzyczał, praktycznie nie mogąc już złapać tchu.
Podeszła do drzwi, wychyliła się i wyciągnęła rękę. Diljit czuł kłucie w płucach i niesamowity ból mięśni nóg. Gdy już-już miał złapać jej dłoń kierowca przyspieszył i autobus się oddalił. Długie, czarne włosy dziewczyny rozwiewał wiatr, patrzyła na niego pięknymi, ciemnobrązowymi oczyma, uśmiechała się cudownie i gestem zachęcała by biegł dalej. Ten szaleńczy pościg trwał wieczność. Autobus raz zwalniał, raz przyspieszał, a sardaarji biegł, usiłując go dogonić. W końcu padł na kolana oddychając ciężko, a nieznajoma odjechała, nadal uśmiechając się do niego i machając.

~*~

Obudził się zlany potem, usiadł na łóżku i próbował się uspokoić. Czuł się, jakby naprawdę przebiegł kilka kilometrów. Co takiego ta dziewczyna ma w sobie, że dręczy go nawet w snach? Czy to możliwe, że zakochał się jeszcze zanim ją zobaczył? Śniła mu się przecież przed wizytą w gurudwarze. A może to Waheguru daje mu znak, że to właśnie ta jedyna?
Przetarł twarz i potrząsnął lekko głową usiłując się rozbudzić. Spojrzał na zegarek. Było dobrze po dwunastej. Kewal najwyraźniej musiał już wyjść do pracy. Diljit chciał wziąć prysznic, ale znów nie było wody. „No tak, biednemu wiatr w oczy” – pomyślał i poszedł do lodówki po coś do picia. W momencie, gdy podnosił do ust szklankę z sokiem, usłyszał przeraźliwie głośny dzwonek telefonu. Dźwięk spowodował nagły nawrót bólu głowy. Mężczyzna rzucił się żeby czym prędzej go uciszyć. Początkowo miał zamiar odrzucić połączenie, ale widząc wyświetlający się numer zmienił zdanie.
– Sat Sri Akal, maaji – powiedział cichutko, przeczuwając, co zaraz usłyszy.
– Gdzie ty się podziewasz! – krzyknęła kobieta. – Próbuję się do ciebie dodzwonić już drugi dzień! Powiedziałeś, że wracasz w poniedziałek! Wiesz jak się martwiłam?!
– Proszę, nie krzycz. Wszystko wytłumaczę, maaji…
– Przestań mu pobłażać, to już nie jest małe dziecko! – Powiedział głos w tle. – Słuchaj! – Diljit aż odsunął telefon od ucha słysząc stanowczy ton ojca. – Skoro już jesteś w Amrtisarze to pójdziesz do wujka Baljeeta i odbierzesz dla mnie pozwolenia na wycinkę! Nie mam pojęcia co wyrabiasz, ale najpóźniej w piątek masz być w domu, żeby mi pomóc, jasne?!
– Tak jest, papaji – westchnął ciężko.
– Paaji! – Słuchawkę najwyraźniej przejęła jego młodsza siostra, Harpreet. – Paaji, musisz przywieźć mi nowe kolczyki! Z moich ulubionych wypadły cyrkonie. Wyślę ci zdjęcie, żebyś wiedział jakie kupić!
– Nie mam czasu biegać po sklepach – próbował protestować.
– Proszę, paaji! Bardzo, bardzo proszę…
– I idź do banku wypłacić pieniądze na nowy traktor. – Pan Dhillon był wyraźnie zniecierpliwiony. – Za kilka dni trzeba będzie jechać go odebrać. No już, kończ, bo znowu rachunek za telefon będzie wysoki!
Usłyszał jedynie trzask i sygnał zakończonego połączenia. Kochał swoją rodzinę najmocniej na świecie, ciężko było się jednak z nią porozumieć. Wszyscy czegoś chcieli, wszyscy mieli jakieś oczekiwania, ale nikt nie chciał słuchać tego, co Diljit miał do powiedzenia. Westchnął ciężko i pomasował skronie. Poszukiwania tajemniczej dziewczyny jednak będą musiały trochę poczekać, musiał wypełnić polecenia ojca. Miał szczerą nadzieję, że zdąży cokolwiek zdziałać przed powrotem do domu.
Następnego dnia wstał wcześnie, umył się zanim znów zabrakło wody** i zjadł śniadanie. Do spotkania z krewnymi zostało mu jeszcze dużo czasu, który postanowił spędzić w Harmandir Sahib. Podświadomie liczył, że znów spotka dziewczynę, która ostatnio zaprzątała jego myśli. Znalazł sobie miejsce gdzieś z tyłu, udawał, że słucha, ale tak naprawdę rozglądał się dyskretnie dookoła. W końcu przyjrzawszy się dokładnie wszystkim kobietom w zasięgu wzroku westchnął zrezygnowany i zamknął oczy. Złożył ręce i zaczął modlitwę. Coś delikatnie musnęło jego ramię, ale gdy obrócił się by sprawdzić co to, nic nie zauważył.
Po południu niechętnie wybrał się na Hall Road, gdzie mieszkał brat jego matki wraz z rodziną. Szczerze powiedziawszy niezbyt za nimi przepadał. Wujek Baljeet pracował w banku, miał o sobie niezwykle wysokie mniemanie i na wszystkich patrzył z góry. Jego żona była do niego bardzo podobna, zawsze zimna i oschła, uwielbiała obwieszać się złotem. Ich synowie przejęli charaktery rodziców, więc Diljitowi ciężko było się z nimi porozumieć, mimo, że byli w bardzo podobnym wieku.
Diljit siedział podpierając głowę na rękach i starając się przytakiwać we właściwych momentach. Baljeet maama był wyjątkowo gadatliwy, właśnie opowiadał o Tarjeevie, swoim pierworodnym, który w tym roku skończył collage. Młodszy mężczyzna obserwował frędzle, którymi ozdobione były brzegi zasłon. Naliczył już ponad sto, ale w końcu znudzony zrezygnował. Kawa w kubku była już zimna, mimo to wziął duży łyk, z nadzieją, że choć odrobinę go to rozbudzi.
– …ale wasze pokolenie tego nie zrozumie. Wszystko macie podane na tacy, praktycznie nie musicie się wysilać. W naszych czasach…
Zegar stojący na regale po prawej stronie odmierzał czas tykając równomiernie, wskazówki przesuwały się powoli. Starszy mężczyzna najwidoczniej dawno nie miał słuchacza, którego mógłby zadręczać swoimi pseudomądrościami. Płynnie przechodził od jednego tematu do drugiego, dawno już zapomniawszy o dokumentach, po które przyszedł jego siostrzeniec. Diljit usiłował słuchać, ale jego mózg odmówił posłuszeństwa przy kolejnym wywodzie o polityce i tym jak to rząd oszukuje obywateli. Może i było w tym sporo prawdy, ale zdecydowanie więcej bezpodstawnego narzekania.
– W dzisiejszych czasach wszyscy chcą tylko wyciągnąć od człowieka pieniądze! Korupcja szerzy się wszędzie. Rząd, policja, urzędy… Każdy tylko wyciąga ręce po łapówki.
– A propos urzędów, papaji prosił, żeby przywieźć mu zezwolenie na wycinkę drzew niedaleko naszego starego domu.
– Ach! Tak, tak! Zaraz przyniosę. – Pokiwał głową w zamyśleniu. – Zjesz coś? – spytał.
– Nie dziękuję. Muszę jeszcze załatwić kilka spraw. – Uśmiechnął się grzecznie, w duchu modląc się, żeby mógł wreszcie uciec od jego ględzenia.
– Proszę, puttar, tutaj masz wszystkie dokumenty dla Bhapiego. Pozdrów go ode mnie jak już wrócisz do domu. Dawno się nie widzieliśmy… Musimy w najbliższym czasie wybrać się do was na wieś.
– Dziękuję bardzo, maamaji. Na pewno pozdrowię – zapewnił wstając i powoli wycofując się do wyjścia. – Przepraszam, że nie zostanę dłużej, ale naprawdę muszę zdążyć w kilka miejsc. Jeszcze raz dziękuję!
– Szkoda, przyjemnie się z tobą rozmawiało. – Poklepał go po plecach. – Do zobaczenia.
Diljit chciał tylko szybko znaleźć się jak najdalej stąd, by nie musiał więcej wysłuchiwać wywodów wujka. Wiedział, że niedaleko znajduje się całkiem niezły sklep jubilerski, więc postanowił zajść po te nieszczęsne kolczyki dla Harpreet. Wyszedł ze sklepu lekko poirytowany, bo sprzedawca widocznie chciał go naciągnąć. Energicznie otworzył drzwi i w tym samym momencie zadzwonił jego telefon. Już wyciągnął go z kieszeni i chciał odebrać, ale zderzył się z kimś, przez co urządzenie wypadło mu z ręki i roztrzaskało się na ulicy. Miał ochotę nawrzeszczeć na nieuważnego przechodnia, ale gdy podniósł wzrok i zorientował się kto to, wszystkie negatywne emocje odpłynęły w jednej chwili. Stała przed nim właśnie ta dziewczyna, którą widział w gurudwarze i która śniła mu się już dwa razy. Włosy delikatnymi falami spływały jej na ramiona, w oczach błyszczały, jeszcze niewyschnięte, łzy radości, a usta układały się w szeroki uśmiech.
– Bardzo przepraszam! – powiedziała, a jej głos zabrzmiał jak najpiękniejsza muzyka. – Nie patrzyłam pod nogi, to moja wina.
Otworzył usta chcąc jej odpowiedzieć, ale zamiast tego nadal wpatrywał się w nią jak zahipnotyzowany. Chciała pomóc mu pozbierać to, co zostało z telefonu, ale jakaś gori złapała ją za rękę i zaczęła ciągnąć w stronę przystanku.
– Naprawdę przepraszam! – krzyknęła odwracając się jeszcze w jego stronę.
Ocknął się momentalnie, podniósł telefon i baterię, która z niego wypadła i ruszył w pogoń.
– Czekaj! – Próbował zatrzymać tajemniczą nieznajomą. – Zaczekaj proszę! – krzyczał biegnąc.
Drzwi autobusu otworzyły się, ale nikt nie wysiadał. Trójka pędząca w stronę przystanku z łatwością wskoczyła do pojazdu, który chwilę później odjechał. Diljit jeszcze chwilę biegł za nim, ale w końcu zrezygnowany i zdyszany musiał się zatrzymać. Pochylił się, opierając ręce na kolanach, i podniósł głowę patrząc za oddalającym się pojazdem.
Chcąc nie chcąc powlókł się jeszcze do banku, żeby wypłacić pieniądze. Po powrocie do mieszkania przyjaciela cisnął dokumenty i torbę w kąt, a potem rzucił się na łóżko. Był zły sam na siebie, że znowu zaprzepaścił szansę na rozmowę z dziewczyną ze snu. Nie wiedział czy jeszcze kiedykolwiek ją spotka, nie miał pojęcia jak ją odnaleźć, bo nie znał nawet jej imienia. Przypomniał sobie to ukłucie w sercu w momencie, gdy zniknęła mu z oczu. Teraz pojawiło się ponownie. Jej obecność wyzwalała w nim dziwną radość, a świadomość, że mógłby już nigdy jej nie zobaczyć sprawiała ból. Jeszcze nie wiedział jak nazwać to uczucie.
Przez kolejne dwa dni bez celu włóczył się po mieście. Był w Harmandir Sahib, spacerował po Hall Bazar, szczególnie w okolicy, gdzie widział tajemniczą dziewczynę po raz ostatni. Poszedł nawet do Świątyni Shivy znajdującej się po drugiej stronie miasta, mając nadzieję, że może tam się pojawi.  W końcu jednak bezowocne poszukiwania zaczęły go męczyć. Zatęsknił za domem i wsparciem bliskich. A poza tym ojciec kazał mu wrócić i przywieźć papiery. Postanowił więc wrócić pierwszym porannym autobusem. Pożegnał się z Kewalem, zarzucił na ramię swoją torbę i ruszył na dworzec. Rano zwykle było tam dużo ludzi, jedni jechali do pracy, inni do niej przyjeżdżali, było tłoczno i głośno. Istny chaos. Mężczyzna odnalazł odpowiedni autobus zmierzający w stronę jego rodzinnej wioski i wsiadł do środka. Zajął jedno z niewielu wolnych miejsc, w kilka minut jednak i one zostały zajęte. Pojazd ruszył powoli, co chwila trąbiąc na nieuważnych pieszych. Na dwóch kolejnych przystankach nawet się nie zatrzymał, bo były puste. Jednak na dworcu po drugiej stronie miasta…
Diljit nie mógł uwierzyć w szczęście jakie go spotkało! Po stromych schodkach do środka weszła ona. Wiedział, że nie zachowuje się stosownie, ale nie mógł oderwać od niej wzroku. Jej oczy podkreślone kajalem hipnotyzowały. Jej skóra była jasna***, idealnie gładka. Tego dnia miała na sobie salwar kameez w kolorze identycznym, co jego pagg. Jej spojrzenie sprawiło, że wstrzymał oddech. Wstał natychmiast, żeby ustąpić jej miejsca, a ona uśmiechnęła się delikatnie w podziękowaniu. Teraz, gdy miał ją na wyciągnięcie ręki, nie wiedział co powiedzieć, jak zacząć rozmowę żeby jej nie wystraszyć. Przez dłuższą chwilę stał w ciszy nadal nie mogąc oderwać od niej wzroku…


* Żonę przyjaciela najczęściej nazywa się bhabhi (żona brata).
** W Indiach woda używana w domach najczęściej znajduje się w regularnie napełnianych zbiornikach umieszczanych na dachach. Poza tym ogromnym problemem jest brak wody, szczególnie podczas gorących miesięcy.
*** Hindusi twierdzą, że jasna skóra jest bardziej atrakcyjna. W Indiach furorę robią kremy wybielające, nie zawsze bezpieczne dla zdrowia.